Inaczej niż na Zachodzie, w Polsce za pomoc Żydom groziła kara śmierci. Każdy, kto się na to decydował, musiał się liczyć z tym, że Niemcy zabiją nie tylko jego, ale też najbliższych. Wziąć do domu ukrywającego się człowieka, to nie była łatwa decyzja
– powiedział Prezydent RP Andrzej Duda, który objął wydarzenie patronatem honorowym.
Zwrócił też uwagę na wyjątkowość miejsca, w którym stanął pomnik:
Ciepielów ma swój szczególny wymiar historyczny. 24 maja 2024 roku gratulowałem Panu Burmistrzowi odzyskania statusu miasta po 155 latach od czasu, kiedy zaborcy rosyjscy zabrali ten status za udział mieszkańców w Powstaniu Styczniowym. Dziękuje, że przez pokolenia pozostaliście państwo w swoich domach, w swoich duszach niezmienni. Twardzi, bezkompromisowi i zdolni do wielkiego poświęcenia.
O pamięć, nie tylko o ofiarach, zaapelował prezes IPN dr Karol Nawrocki:
Miłosierdzie, wartości chrześcijańskie, miłość do drugiego człowieka sprawiły, że Polacy byli gotowi do pomocy Żydom i byli gotowi oddawać za to swoje życie. To opowieść nie tylko o bohaterach, ale też o sprawcach. Jesteśmy tutaj dlatego, że nie wolno nam zapomnieć. To pomnik trybutu, szacunku naszego narodu dla bohaterów i dla ofiar, ale także pomnik pogardy dla niemieckich sprawców.
Zbrodnia niemiecka w Starym Ciepielowie i Rekówce
6 grudnia 1942 roku niemieccy żandarmi w Starym Ciepielowie otoczyli domostwa należące do rodziny Kowalskich, Obuchiewiczów i Kosiorów. W domu tych ostatnich schwytali dwóch ukrywanych przez Polaków Żydów, których zamordowali. Po południu zaprowadzili Kosiorów do stodoły i rozstrzelali małżeństwo wraz z sześciorgiem dzieci w wieku od 6 do 18 lat, a następnie podpalili budynek. Ze stodoły udało się wydostać jednemu z synów Kosiorów, który później został złapany, rozstrzelany a jego ciało wrzucono do płonącego budynku.
Po dokonaniu mordu niemieccy żandarmi zajęli się rodzinami Kowalskich i Obuchiewiczów. Obie rodziny zgromadzili w domu tych ostatnich i dokonali podobnej masakry. Nie wszystkie ofiary zginęły na miejscu. Jedna z córek Kowalskich wydostała się z płonącego budynku, jednak po przebiegnięciu kilkunastu metrów została zastrzelona. Oprócz czwórki dorosłych żandarmi zabili dziewięcioro dzieci w wieku od 2 do 15 lat. Z rodziny Kowalskich ocalał jedynie syn Jan, który w tym czasie uczył się krawiectwa u jednego ze swoich krewnych.
To nie był jednak koniec zbrodniczych niemieckich działań tego dnia. W tym samym czasie niedaleko Starego Ciepielowa, w Rekówce, rozgrywała się kolejna tragedia. Niemcy wkroczyli do gospodarstwa Kosiorów i Skoczylasów, gdzie pojmali trójkę dorosłych i sześcioro dzieci w wieku od 2 do 12 lat oraz znaleźli ślady po ukrywaniu Żydów. Wszystkich schwytanych rozstrzelali. Piotra Skoczylasa wraz z synem Józefem znaleźli poza gospodarstwem. Józefowi udało się uciec, jednak jego ojca Niemcy zamordowali. Przy Piotrze przebywał również jego drugi syn, Jan, którego Niemcy nie rozpoznali i odpędzili. W gospodarstwie nie było także czternastoletniej Bronisławy Skoczylas.
6 grudnia 1942 roku Niemcy zamordowali łącznie 30 Polaków, w tym 19 dzieci oraz co najmniej 2 ukrywanych Żydów. Po wojnie żaden ze sprawców tych mordów nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej.




